Parafia p.w. św. Wawrzyńca w Poznaniu

Kubańskie wakacje

W sierpniu bieżącego roku, miałyśmy możliwość wyjazdu na Kubę, do wioski Managua, niedaleko Hawany, w której posługują pallotyni: ks. Łukasz Kluska SAC oraz br. Dawid Walczak SAC. Mają oni pod swoją opieką 3 parafie: W Managua, gdzie mieszkają, oddaloną o kilka kilometrów parafię w Guasimass, oraz najdalej położoną parafię w Guarze, do której trzeba dojechać ok. 20 km.

Można by powiedzieć, że wszystko to, co obecnie się tam dzieje: to, że ludzie zaczęli praktykować swoją wiarę (w małym stopniu, wszystko powoli), to, że tworzą małą wspólnotę, dzięki której mogą spotykać się na wspólnych mszach świętych, czy na zorganizowanych przez naszych misjonarzy spotkaniach, to zasługa właśnie Ks. Łukasza, a od roku także brata Dawida.

Managua – ta mała, kubańska wieś, w której spędziłyśmy dwa tygodnie, w pierwszej chwili wzbudziła w naszych myślach jedno zdanie: Jesteśmy chyba w świecie, który zatrzymał się w miejscu. Najbardziej przeraziły nas warunki mieszkalne tych ludzi oraz wygląd całej wsi: sposób sprzedaży np. owoców czy napojów, po bank czy aptekę. Wszystko to tak bardzo odmienne od naszych europejskich krajów.

Całe życie tych ludzi to właściwie czas spędzany na ulicach, przed swoimi domami. Bardzo wiele osób nie ma pracy, bo po prostu nie można jej tam znaleźć. Każdy dzień dla wielu z nich, jest walką o przetrwanie, zawsze spontaniczny, bez planowania…

Przez kilka dni miałyśmy możliwość pomagania ks. Łukaszowi i bratu Dawidowi w kursach dla dzieci: coś na zasadzie naszych polskich półkolonii. To był dobry, radosny czas – grania i śpiewania polskich piosenek z pokazywaniem, czas wspólnych zabaw czy krótkiej katechezy.

Warunki życia na Kubie łatwe dla nas nie były: klimat i różnica czasu, dawały się bardzo we znaki, zwłaszcza w pierwszych dniach pobytu. Jest tam niesamowicie gorąco i wilgotno. Ale za to owoce są przepyszne, nie mówiąc o sokach 🙂

Odwiedziłyśmy też kilka kubańskich domów, gdzie ludzie starsi, często schorowani, gościli nas, jak swoją rodzinę. W Polsce się to chyba nie zdarza… Nigdy przynajmniej nie miałyśmy okazji zobaczyć takiej serdeczności i otwartości w naszej ojczyźnie.

Bieda większości tych ludzi, była dla nas przerażająca, niepojęta… jeszcze nigdy nie widziałyśmy tak skrajnie ubogich warunków mieszkalnych; ich domy to szopki albo altanki, w których praktycznie nie mają nic.

Oprócz tego świata, który niestety należy do bardzo trudnych i któremu tak bardzo daleko do Europy, odwiedziłyśmy też wiele innych miejscowości, jak chociażby Hawanę, czy kurort Varadero na Karaibach.

Nasze wrażenia i spostrzeżenia? Każdego dnia, idąc z naszego domku przez Managua, mówiłyśmy do siebie: Na co my narzekamy w Polsce? Przestajemy narzekać i dziękujmy Panu Bogu za kraj, w którym my żyjemy.

Ale tego trzeba doświadczyć. To trzeba zobaczyć. Żaden film, żadna gazeta, nie oddadzą tego, co zobaczy się na własne oczy.

Chciałybyśmy wrócić tam kiedyś, na mały wolontariat.. Mimo trudnej podróży, mimo ogromnej odległości, było warto. Warto zobaczyć uśmiech ludzi, którzy cieszą się z otrzymanej paczki proszku do prania, czy cukierka. Warto doświadczyć radości kubańskich dzieci, które po raz setny śpiewają piosenkę: Bóg nie umarł.

Życzymy każdemu doświadczenia wyjazdu, niekoniecznie tylko na Kubę, ale tam, gdzie potrzeba ogromu pomocy i działania. I dziękujmy misjonarzom, za pomoc w każdym zakątku świata. Ze swej strony ogarniamy pamięcią i modlitwą każdego Kubańczyka, ten wyjazd zostanie na zawsze w naszej pamięci.

Marta i Paulina

Konto wparcia dla Kuby PLN: Bank PEKAO S.A. I O/ Częstochowa

34 1240 1213 1213 1111 0010 6800 5040