Parafia p.w. św. Wawrzyńca w Poznaniu

„Zachwyca mnie mój Bóg…”

Święci – osoby zwyczajne i jednocześnie bardzo niezwykłe… Tak wielu jest ich w niebie; tak wielu znamy z imienia; tak wielu jest też tych „cichych”, których nie ogłoszono. To nasi bliscy, nasza rodzina, przyjaciele, znajomi…

Jest taki święty, który ma szczególne miejsce w moim życiu – Wincenty Pallotti. Znamy Go wszyscy z pewnością bardzo dobrze, wszak spotykamy się z Nim w naszej parafii praktycznie na co dzień. Wiemy, że głosił, że spowiadał, że pomagał więźniom, biednym, potrzebującym…

W ostatnim czasie, który był czasem mocno intensywnym (Święta, Nowy Rok, różne spawy pochłaniające czas i energię…) odkryłem niezwykłą cechę Pallottiego – ON WIDZIAŁ I KOCHAŁ LUDZI…

Wydaje się to przecież oczywiste, że zauważam obok siebie innych ludzi, że rozmawiam z nimi, spotykam się, piję kawę, czasami i spieram się… A jednak…

Święty Wincenty nigdy „nie szufladkował” ludzi, nie dzielił ich na lepszych i gorszych, nie wchodził w relacje tylko z tymi, z którymi jest „fajnie i wygodnie”, przyjmował wszystkich. Kochał ludzi, a w ludziach kochał Pana Boga. Patrzę na tego naszego Patrona i przychodzi mi do głowy i serca jedna myśl, której przecież uczymy się od najmłodszych lat – PAN BÓG JEST W KAŻDYM CZŁOWIEKU I DZIAŁA PRZEZ KAŻDEGO CZŁOWIEKA!!!

Miłość do człowieka jest często bardzo wymagająca. Kiedy wszystko układa się po naszej myśli, kiedy realizujemy krok po kroku poszczególne punkty naszego planu, wtedy czujemy, że jest tak, jak powinno według nas być. Kiedy dogadujemy się z najbliższymi, kiedy w pracy się powodzi, kiedy dzieci przyniosą dobrą ocenę (a może bardziej taką, która nas satysfakcjonuje) ze szkoły lub pochwałę z przedszkola, kiedy nie ma chorób w rodzinie – jest dobrze… I taki stan jest jak najbardziej na miejscu. I nie chodzi tu o to, żebyśmy na siłę wyszukiwali problemów, żebyśmy „robili z siebie życiowych męczenników”, bo Pan Bóg chce naszego dobra, spokoju i szczęścia. Święty Wincenty też chciał dobrego (nie mylmy z wygodnym) życia, w którym na pierwszym miejscu zawsze będzie Pan Bóg i drugi człowiek.

Kochać ludzi to być z nimi „na dobre i na złe”, to pomagać im, ale też umieć przyjmować ich pomoc, to rozmawiać z nimi, ale i razem milczeć, to razem poszaleć na imprezie, ale i podać rękę w chorobie… Tego właśnie nauczył mnie ostatnio Pan Bóg – KOCHAJ MNIE W LUDZIACH, BO LUDZIE SĄ DOBRZY!!!

Pan Bóg jest i działa w naszym życiu, On „czyni wielkie rzeczy”, On sprawia cuda, „leczy złamanych na duchu (i ciele) i sam przewiązuje im rany” – wystarczy tylko otworzyć serce i oczy, wystarczy zobaczyć drugiego człowieka i modlić się, jak to robił święty Wincenty Pallotti, wystarczy się zwyczajnie Nim zachwycić…

„ZACHWYCA MNIE MÓJ BÓG…

BÓG ZAWSZE I  WE WSZYSTKIM,

MÓJ BÓG!!!”

Michał Raus